CHRZEST Pati
Dlaczego zdecydowałam się na chrzest?

Wrzesień 2016 r.
Siedzę tam, pokurczona, w ostatnim rzędzie obok Dawida i jego rodziny.
Łzy płyną mi po policzkach, gardło mam zaciśnięte, czuję potworny ból brzucha.
Jest Uwielbienie, a ja nie mam siły stać. Nie mam siły śpiewać, mogę jedynie szeptać.
Dawid pochyla się do mnie i mówi: „Bóg mi powiedział, żebyś spróbowała śpiewać, bo złemu to się nie
spodoba”.
Próbuję. Na tyle, na ile daję radę. Jest to szept, później cichy głosik, przerywany wewnętrznym szlochem.

Moje życie zatoczyło krąg.
Dotychczas radziłam sobie sama, byłam dzielna i silna.
Gdy pojawiały się problemy – walczyłam. Byłam pełna napięcia, że będzie trzeba odeprzeć atak.
Byłam gotowa do ciosu. W ciągłym biegu.
17 lat w korporacjach zrobiły swoje. Mimo tej walki i gonitwy moje życie wtedy to też szukanie Boga, zaglądanie
do wielu miejsc, w których Go nie znalazłam. To również racjonalne podejście do tematu – studia filozoficzne
zakończone pracą na temat dowodów na istnienie Boga. Te dowody…mnie samej nie przekonały. Uznałam, że
zamiast dowodzić lepiej uwierzyć. Ale jak to zrobić? Na siłę?

I nagle dwa pożary: życiowy i biznesowy.
W jednym czasie ze zdwojoną siłą zmiotły mnie z powierzchni i zaczęłam tonąć.
Strach, ból, żal, odrzucenie, gorycz wylewały się z każdej mojej pory i nie chciały przestać.

Kościół
Do Kościoła na Mińskiej trafiłam dzięki Dawidowi i Agnieszce. Początkowo przy każdym nabożeństwie Justynka
i Dawid pochylali się nade mną i modlili, później doszli Ania i Marek. Czułam ulgę. Jednak jesień i zima to ciągły
ból i wątpliwości. Kiedy one się pojawiały, moja córeczka Paulinka mówiła: „Mamusiu, chodźmy do Kościoła, bo
ty się wtedy lepiej czujesz”. Wstawałam wtedy z łóżka, bardzo zmęczona, jak staruszka, ubierałam się
i jechałam. Nie wiem jak dojeżdżałam te 50 km na Mińską, bo całą drogę łzy leciały mi po twarzy. Po wspólnej
modlitwie łzy przestawały płynąć. Mogłam też coś zjeść. Wracało delikatne poczucie spokoju.
Widząc moją walkę ludzie z Kościoła pomagali mi, dostałam tyle dobrych słów, słów, które leczyły rany,
zawierały element nadziei na koniec tego bólu, nadziei na lepsze dni. Zaczęłam śpiewać pełnym głosem,
zaczęłam uwielbiać Pana, zaczęłam z powrotem walczyć, ale tym razem już nie sama. Dzięki relacji z Jezusem
nie musiałam już tego robić sama.

Rozpoczął się nowy czas.
To, co zdarzyło się od końca stycznia 2017 r. przekroczyło moje najśmielsze oczekiwania. Przebaczenie,
odwrócenie się od dotychczasowego życia. Grupa domowa u Ani i Marka, sesje i modlitwy z Dagmarą,
przygotowania do posługi Odnowy Fundamentów u Oli spowodowały, że mogłam rozpocząć nowe życie, życie, w
którym jestem druga, w którym każdego ranka dziękuję Panu za to, co mam i proszę o drogę, jaką Pan dla mnie
przygotował, a każdego wieczora, czytamy z córeczką Pismo i modlimy się razem. Kiedy dopadają mnie
wątpliwości modlę się żarliwie i to przechodzi. Czasem szybko, czasem trwa to dłużej. Pomaga wspólna
modlitwa. Wystarczy jeden sms, by czuć, że ktoś stoi za tobą przed Panem i modli się o ciebie, że nie jesteś
sam. Nie potrzebuję już dowodów na istnienie Boga. Czuję obecność Jezusa w moim życiu.
Wiem, że On istnieje. I nie chcę się już od Niego oderwać.